Tak jak obiecałam. Pierwsza część już jest:
Siedziałam w domu i czekałam na odpowiedź w sprawie mojego stażu w miejscowym radiu. Bardzo się bałam, było to miom marzeniem a teraz ważyła się szla mojego życia, moich marzeń... Moja przyszłość, moja kariera. Bałam się odmowy ale jeszcze bardziej akceptacji. To mogło zmienić całe moje życie. Odświeżałam przeglądarkę co kilka minut, ale w mojej skrzynce pocztowej ciągle nic nie było. Kilka razy wychodziłam na dwór czekając na posłańca. Ale nic się nie zdarzyło. Przez cały dzień siedziałam jak na szpilkach a mimo to nic nie dostałam.... A brak wiadomości był gorszy od odmowy lub akceptacji.
Pierwszy raz sprawdziłam poczrę o piątej rano od tamtego czasu regularnie, co kwadrans odświeżałam pocztę. Ale nawet o północy nic nie przyszło. Zasnęłam nad klawiaturą około trzeciej nad ranem. W nocy ciągle śniłam o tym co się stanie. Budziłam się kilka lub nawet kilkanaście razy... Za każdym razem śniłam o innej odpowiedzi - o tym że mnie przyjeli, o tym że mi odmówili. O tym że nie dostali mojego podania. O tym że wyśmiali moje podanie... O tym że spalili moje podanie. O tym że jeden z redaktorów wyśmiał moje podanie publicznie na antenie podając moje dane i adres zamieszkania. A wszyscy ludzie którzy słuchali tej audycji przesiadywali dniami i nocami pod moim mieszkaniem wyzywając mnie od idiotek. Sny te napędziły mi takiego stracha że bałam się że jak odświeżę to któryś z nich stanie się prawdą... Obudziłam się o piątej z krzykiem, całe szczęście że byłam sama. Z rodzinnego domu wyprowadziłam się po osiemnastce mojej przyjaciółki, czyli na kilka miesięcy przed moimi dziewiętnastymi urodzinami. Początkowo mieszkałyśmy w Dablinie, ale nam się nie podobało więc przeniosłyśmy do Mullingaru. Anna od razu znalazła pracę i się zaaklimatyzowała. Ja miałam z tym większy problem, nie potrafiłam pogodzić sobie z tym że moje marzenia rozpływały się szybciej niż się zdąrzyły zacząć - od zawsze, gdy jeszcze mieszkałam w Polsce marzyłam że będę pisać książki, że będę pracować w PR lub jako menadger jakiejś mało znanej ale zarąbistej kapeli... Tak, moje marzenia skończyły się jak wszystkie agencje PR w Londynie, Warszawie i Dablinie odmówiły przyjęcia mnie. Potem nie znalazłam żadnej kapeli która poszukiwałaby menadgera, albo odmówiła bo nie byłam w ich stylu... Następnie moja książka okazała się taką klapą że żadna agencja nie podpisała ze mną umowy. A teraz zamiast cieszyć się że mam wielkie szanse na pracę w radiu to śniły mi się koszmary... Budziłam się co jakieś pół godziny...
Minęło kilka godzin, a przynajmniej tak mi się zdawało... A ja siedziałam przed laptopem i pusto gapiłam się w ekran... Nie zauważyłam kiedy Ania wróciła...
- Hej, co tak siedzisz - usłyszałam nagle za sobą jej głos, powoli obróciłam się do niej - Znów nie spałaś! Dziewczyno zamęczysz się! - krzknęła jak tylko zobaczyła moją twarz.
- An... - odpowiedziałam...
- Nie, nie, nie, nie nie... - zaczęła, podeszła do mnie. Zamknęła laptopa, chwyciła moją dłoń i pociągnęła za sobą... Zaprowadziła mnie do sypialni...
- Nie - odpowiedziałam - znów będzie mi się to śnić.
- Nie będzie, jestem tu. Odstraszę złe sny - mówiła, a ja poczułam się lepiej, Ufałam jej jak nikomu innemu, Nawet Chris nie wzbudzał we mnie takiego zaufania...
- Ale...
- Ciiii.... - przerwała mi, położyła mnie... Przykryła kołdrą, i ciągle nuciła moją ulubioną piosenkę "Nobody's home" Avril Lavinge
Zasnęłam, tak mi się przynajmniej zdawał. Oczy miałam zamknięte, ale duszą ciągle siedziałam koło laptopa i odświeżałam stronę. Czekałam na posłańca, na wiadomość, na telefon... Na jakąkolwiek oznakę że jestem lub nie przyjęta na to stanowisko...
Dzyń... Dzyń... Dzyń...
Tak to telefon! W końcu... Chwila, czemu nie mogę go wziąć do ręki... Ah tak, muszę się obudzić...
- Słucham - wychrypiałam do słuchawki...
- Myszka - z drugiej strony usłyszałam głos Chris.
- Tak... Cześć kochanie...
- Obudziłem cię - zapytał z czułością...
- Tak i nie...
- To znaczy - dopytywał.
- Spałam, ale nie do końca, ciągle myślami byłam przy wiadomości z radia.
- Myszeczko, zamęczysz się - usłyszałam ten piękny angielski akcent. Słyszałam go już milion razy, ale za każdym razem przywoływał miłe uczucie ciepła w brzuchu... Kochałam go nad życie.
- Nie, nie martw się -wyszeptałam do słuchawki
- Ależ będę się martwić. Dniami i nocami. Gdy jestem blisko i daleko... Zawsze się o ciebie martwię, ale ja przynajmniej sypiam. A ty od tygodnia nie bardzo - zaczął, znowu ten temat - musisz w końcu zrozumieć że oni mają tysiące chętnych i muszą się porządnie zastanowić. To nie jest prosta decyzja... Bardzo ci kibicuję, ale skoro już teraz nie sypiasz. To co będzie P-O-T-E-M, jak w końcu D-O-S-T-A-N-I-E-S-Z tą posadę...
-Będzie dobrze - odpowiedziałam - obiecuję ci...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz